
Temat oszustw przy naprawach samochodowych w prywatnych warsztatach oraz sprzedaży używanych aut nie jest w Polsce niczym nowym, ale do tej pory jakoś wymykał się spod bezpośredniego zainteresowania Redakcji „Rzeczpospolitej Przestępczej”. Zmieniło się to 29 listopada 2025 r., kiedy zmuszeni byliśmy podjąć decyzję o zakupie większego, używanego samochodu osobowego – auta niezbędnego do wyjazdów interwencyjnych, z możliwością zabrania większej ilości sprzętu reporterskiego. Dotychczasowy samochód, mimo że mało awaryjny i tani w naprawach oraz eksploatacji, zaczął wyraźnie odmawiać posłuszeństwa. Postanowiliśmy więc znaleźć podobny model, ale z większym silnikiem i pojemniejszym bagażnikiem w wersji kombi.
Przeszukując oferty na Otomoto, natrafiliśmy na pojazd, który – przynajmniej na pierwszy rzut oka – wyglądał jak strzał w dziesiątkę. Czerwony Volkswagen Polo Kombi, opisany w ofercie wręcz jak motoryzacyjna perełka: „oryginalnie 190 tys. km”, „stara niezawodna niemiecka jednostka”, „18 lat w jednej rodzinie”, „ostatnie 15 lat jeździł dziadek 80 lat”, „auto od zawsze garażowane”, „100% sprawny technicznie”, „nie wymaga absolutnie żadnego wkładu finansowego”, „wsiadać i jechać”. Do tego „całkowicie nowy rozrząd, nowy olej, nowy akumulator, bogata opcja jak na te lata auta, świeży przegląd techniczny do 19 listopada 2026 r. i ważne OC do 27 listopada 2025 r.”, a na dokładkę „egzemplarz wręcz kolekcjonerski, pierwszy kto przyjedzie kupuje, nie ma innej opcji”. Brzmiało to jak klasyczna legenda handlarza, ale oferta – także ze względu na podany przebieg i rzekomy „stan kolekcjonerski” – była na tyle kusząca, że zdecydowaliśmy się na zakup i wpłaciliśmy 200 zł tzw. zaliczki, aby zarezerwować samochód.
W praktyce pierwszy zgrzyt pojawił się, gdy – organizując transport auta do Szczecinka – musieliśmy ustalić, czy pojazd faktycznie ma aktualne ubezpieczenie OC i czy można legalnie przyjechać nim „na kołach”. Okazało się, że samochód nie ma opłaconego OC, co z góry wykluczało bezpośredni przyjazd kupującego. Zaskoczeni takim obrotem sprawy, zaproponowaliśmy, by to sprzedający dostarczył auto do Szczecinka. Za przywiezienie samochodu zażądał dodatkowych 300 zł, na co wstępnie wyraziliśmy zgodę, jednak po chwili postawił kolejny warunek: żeby w ogóle wyruszył z autem, mieliśmy przelać mu z góry 500 zł „na poczet zakupu” pojazdu, który – zgodnie z naszymi ustaleniami – przed zawarciem umowy miał trafić na oględziny do niezależnego warsztatu samochodowego.
W tym momencie zapaliła się nam czerwona lampka. Uznaliśmy, że zanim wyłożymy kolejne pieniądze, lepiej stracić 108 zł na raport historii pojazdu w bazie Carvertical niż kilka tysięcy złotych na trefny samochód. Raport przyniósł kolejne wątpliwości. Historia auta była udokumentowana tylko do grudnia 2023 r., z odnotowanym wówczas przebiegiem 196 105 km. Od tego momentu brak było dalszych wpisów, a więc i jakichkolwiek danych o tym, co działo się z pojazdem przez ostatni okres.
Gdy skonfrontowaliśmy sprzedającego z tymi ustaleniami i zadaliśmy pytania o różnicę pomiędzy ofertowym przebiegiem 190 tys. km a odnotowanymi wcześniej 196 105 km oraz o brak dalszej historii, sprzedający stał się nerwowy, opryskliwy i arogancki. Tłumaczył, że auto pochodzi od 90 letniej osoby, a przebieg 190 tys. km określił jako „prawidłowy”, odrzucając jakąkolwiek dyskusję. Oświadczył również, że nie zamierza ryzykować jazdy starym 25-letnim samochodem do Szczecinka bez „zabezpieczenia kosztów” dojazdu, zakładając, że po sprawdzeniu auta w warsztacie możemy zrezygnować z zakupu. Tymczasem to właśnie wizyta w niezależnym warsztacie, przed dokonaniem transakcji, była przez nas postawiona jako brzegowy warunek zakupu – co początkowo przyjął bez sprzeciwu. Po zderzeniu z faktami jego ton zmienił się jednak diametralnie. W obliczu tych wątpliwości, agresywnej postawy sprzedającego, braku aktualnego OC oraz niejasności co do rzeczywistego przebiegu i historii auta byliśmy zmuszeni zrezygnować z zakupu. Wszystko wskazywało na to, że rzekomo „kolekcjonerski” Volkswagen Polo Kombi może być typowym „składakiem” – pojazdem poskładanym z kilku innych, wyszykowanym tylko po to, by szybko się go pozbyć, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności za jego dalsze funkcjonowanie i bezpieczeństwo przyszłego nabywcy. Mając powyższe na względzie, oznajmiliśmy telefonicznie sprzedawcy, że jesteśmy zmuszeni zrezygnować z zakupu tego samochodu i prosimy o zwrot na konto wpłaconej kwoty 200 zł. Wyprowadziło go to z równowagi. Uniósł się złością i opryskliwie odmówił, obrażając swojego klienta, zarzucając mu nieuczciwość, oświadczył, że środków nie odda, a auto należy osobiście odebrać w terminie pięciu dni. Utrzymywał przy tym, że w międzyczasie miał na ten samochód wielu chętnych, a on rzekomo trzymał go właśnie dla nas. Z uwagi na to, że stało się niemożliwe sfinalizowanie sprawy w sposób ugodowy i rzeczowy w rozmowie telefonicznej, próbowaliśmy przekonać sprzedawcę treścią naszych e-maili, lecz przyniosło to skutek odwrotny do zamierzonego.
HISTORIA KORESPONDENCJI SMS – „Wvpolo” / kupujący
Sprzedający („Wvpolo”): Zgodnie z nasza rozmową telefoniczną podsyłam nr konta na który należy przesłać ZADATEK w wysokości 200 zł na poczet rezerwacji auta. Po wpłacie auto będzie na pana czekać do 5 dni od dziś. Pozdrawiam xxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx dane wrażliwe.
Kupujący: Zadatek poszedł.
Kupujący: Adres nasz Szczecinek xxxxxx xxxxxxxx xxxxxx.
Kupujący: Po dostarczeniu auta na podany adres, po przeglądzie u mechanika i sporządzeniu umowy kupna sprzedaży przekażę 2.800 zł gotówką. Proszę napisać o której w poniedziałek zostanie dostarczony samochód.
Sprzedający („Wvpolo”): Na auto wystawiam Fv/marża.
Sprzedający („Wvpolo”): Jest pan tym samym zwolniony z opłaty skarbowej.
Kupujący: Super.
Kupujący (niedziela, 15:47): Gdzie ten samochód mogę odebrać? Proszę podać adres.
Sprzedający („Wvpolo”): 73-150 Łobez, xxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxx xxxxxxxxxxxx dane wrażliwe.
Sprzedający („Wvpolo”): Proszę o telefon przed wyjazdem.
Sprzedający („Wvpolo”): Preferowane godziny odbioru 10 / 12.
Kupujący: Ok.
Kupujący (niedziela, 21:31): Czy samochód będzie miał aktywne ubezpieczenie OC do 2 grudnia 2025r czyli do czasu przerejestrowania pojazdu? Chcę wiedzieć czy po zakupie będę mógł wyjechać nim na drogę i dojechać bez konsekwencji do miejsca zamieszkania?
Kupujący: [Załącznik – screen raportu Carvertical / VERTICAL dotyczący Volkswagen Polo]
Kupujący (poniedziałek): Z uwagi na brak historii auta od 12.2023r – (ostatni przegląd), brak aktualnego O.C. oraz wskazanie mniejszego przebiegu w ofercie o ponad 6000 km muszę zrezygnować z zakupu. W związku z tym proszę wpłaconą kwotę 200 zł niezwłocznie zwrócić na moje konto.
Sprzedający („Wvpolo”, poniedziałek, 07:35): Brak historii wynika z braku użytkowania pojazdu, ponieważ właściciel to 90 letni człowiek i nie miał sił już jeździć. A przebieg się zgadza. Pozdrawiam i bez odbioru.
Kupujący (wtorek, 10:05): Przypominam o zwrocie 200 zł.
Sprzedający („Wvpolo”): Do jutra ma pan czas na odbiór auta w przeciwnym razie ZADATEK zostaje u mnie. Pozdrawiam.
Kupujący: Szanowny Panie. Jak do wieczora nie będzie wpłaty 200 zł na moje konto to jutro ukażą się artykuły prasowe w kilku czasopismach internetowych a także film na YouTube obnażający zaistniałą sytuację, w tym rozmowy przeprowadzone z Panem. Musi się Pan także liczyć, że na tym to może się nie skończyć. Zabezpieczyłem ofertę robiąc jej skreny a także z bazy danych pojazdu i zrobię Panu reklamę. Byłem nastawiony na zakup tego samochodu ale po wykryciu różnicy w stan jego faktycznego przebiegu ponad 6000 km jak też braku aktualnego ubezpieczenia O. C. i Pana podejścia do podnoszonych kwestii zostałem zmuszony do rezygnacji tracąc do Pana zaufanie. Podał Pan w trakcie rozmów ze mną swoje lekceważące nastawienie do klientów zapominając że obowiązują Pana przepisy handlowe które Pan naruszył wprowadzając mnie w błąd nierzetelną ofertą. Czekam do jutra do godziny 12.00. Na marginesie podaję że z czystej ostrożności pozwoliłem sobie zarejestrować naszą rozmowę.
Kupujący: [Załącznik – zdjęcie banknotów]
Sprzedający („Wvpolo”): Pan oszalał czy tylko udaje ?
Sprzedający („Wvpolo”): Kim to trzeba być ?!? Nie wywiązuje się pan z umowy, czyli nie odbiera pan zarezerwowanego auta a na domiar tego i tym samym przerzuca pan odpowiedzialność na sprzedającego to się nadaje na skecz. To tylko „małe Polaczki” mogą być do tego zdolni i to również powinno być nagłośnione i karane !!!! Oczywiście mój mecenas już zna sprawę i zostanie w najbliższym czasie uruchomiona procedura sądowa o zniesławienie. To nie będą tanie rzeczy dla pana !!! Gwarantuje !!!!
Kupujący (wtorek, 12:56): Jasne. Dobre imię nie ma ceny. Czekam do jutra do 12.00. A twierdził Pan, że jest tak wielu chętnych, więc co się z nimi stało? Chce Pan się ze mną procesować o zwrot 200 zł zamiast zachować się jak handlowiec, zapominając o prawach konsumenckich, to będziemy. Pierwszy raz w życiu mam do czynienia z takim ewenementem obrażającym klienta.
Kupujący (następnego dnia, 08:57): Postanowił Pan nie oddać 200 zł więc dzisiaj pojawi się NCI Rzeczpospolita Przestępcza artykuł dotyczący oszustw dokonywanych przez handlarzy samochodami a jutro złożę w sadzie pozew przeciwko Panu i na tym nie po przestanę. Jako klient miałem prawo zrezygnować z oferty dotkniętej wadą udokumentowaną w Carvertical. Między innymi brakiem pełnej historii pojazdu i wskazaniem licznika przebiegu o ponad 8.000 km. Mam to udokumentowane wydrukiem ofert i bazy danych. Posiadam także nagrania naszych rozmów jak też korespondencję esemesową, w której jestem przez Pana obrażany za to, że miałem czelność wskazać opisane mankamenty. Wieczorem dostanie Pan link publikacji.
Sprzedający („Wvpolo”): Ta wiadomość trafia od razu do mojego mecenasa. Tym samym w momencie ukazania się artykułu sprawa trafia do prokuratora i sądu o zniesławienie firmy. Ostrzegam To będą ogromne koszty i konsekwencje dla pana. Szczególnie ze nie wywiązał się pan z umowy. Nie odebrał pan w terminie auta, za rezerwacje którego wpłacił pan ZADATEK w wysokości 200 zł. Auto zostało posprzątane i przygotowane do odbioru, czekało na pana 5 dni !!!! To jest Skandal już nie mogę doczekać się procesu !!!! Ps wszystkie dane auta czyli nr rejestracyjny, nr vin, data pierwszej rejestracji od początku znajdują się w ogłoszeniu i każdy może sobie za darmo sprawdzić historie auta w Serwisie GOV. Pl. Gdybym chciał coś ukryć tych danych nie podał bym w ogłoszeniu. Pan mógł te dane sprawdzić prze rezerwacja a nie po. Fakcie !!!! Myślał pan że znalazł pan frajera który za darmo przywiezie panu auto 100 km pod dom i jeszcze na konkretna godzinę. A jak tak się nie stało to szuka pan wymówek. Tak się zachowują słabi ludzie nie prawdziwi mężczyźni. Takie zachowania powinno być karane już nie mogę doczekać się procesu. Tak czy inaczej ja ta sprawę uruchamiam ambicjonalnie. Za zastraszenia i szantaż!!!! I pozwię każdy portal który postanowi te kłamstwo opublikować !!!! Również posiadam pełna korespondencje. Ps ubezpieczenie OC mogło być nie widoczne ponieważ ja każde auto ubezpieczam na firmę i wykupuje OC 30 dniowe które nie zawsze są widoczne w portalach sprawdzających. Gdyby moje auto nie posiadało OC zapłacił bym 700 zł dziennie kary do UFG FUNDUSZU GWARANCYJNEGO !!!! Proszę odrobić podstawowe lekcji i później oskarżać niewinnych ludzi. Ps zazwyczaj za te Rezerwacje biorę 500 zł ZADATKU, pan mi wyglądał na normalnego gościa dlatego zgodziłem się na 200 teraz tego żałuję.
Kupujący: Doczeka się Pan, a poza tym należy liczyć się z tym, że po ukazaniu się artykułu do redakcji wpłynie więcej informacji o nieuczciwych handlarzach, co zostanie udokumentowane publicznie i nieuchronnie trafi do prokuratury. Mam wiele informacji na temat przygotowań samochodów do sprzedaży – między innymi cofanie licznika, ukrywanie uszkodzeń i innych podłych rzeczy, żeby drogą oszustwa osiągnąć jak największą korzyść majątkową. Jest to przestępstwo zagrożone karą więzienia od 3 miesięcy do lat 5 – art. 306a k.k. Karze podlega zarówno osoba, która dopuściła się takiego czynu, jak też która go zleciła.
Sprzedający („Wvpolo”): Zapraszam.
Kupujący: [Załącznik – screen z bankowości elektronicznej: Kwota 200,00 PLN, tytuł ZADATEK ZA VW POLO, nazwa nadawcy RAFAŁ xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx, numer konta nadawcy 73 1020 2791 0000 7202 xxxxxxxxxxxxxxxxxxx, Od: 4850375xxx, Do: xxxxxxxxxx…
Sprzedający („Wvpolo”): Lecimy z koksem. Nie zapomnij tego pokazać w portalu – tu dać skan przelewu.
Sprzedający („Wvpolo”): Zgodnie z nasza rozmową telefoniczną podsyłam nr konta na który należy przesłać ZADATEK w wysokości 200 zł na poczet rezerwacji auta. Po wpłacie auto będzie na pana czekać do 5 dni od dziś. Pozdrawiam xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Sprzedający („Wvpolo”, 09:26): A i tego. (Tytuł przelewu „ZADATEK” za VW POLO.)
Kupujący: Jestem rzetelny. Uwzględnię wszystko. Także inne samochody czekające na klienta, których historię dokumentujemy. Proszę nie odpisywać. Wieczorem otrzyma Pan link do publikacji.
Sprzedający („Wvpolo”, 09:40): A pan pozew.
W całej tej historii widać wyraźnie, że po jednej stronie mamy konsumenta działającego ostrożnie i racjonalnie, a po drugiej – sprzedawcę, który zamiast uczciwie wyjaśnić wątpliwości, brnie w eskalację, presję i obrażanie klienta. Handlarz z Łobza wystawia w sieci czerwonego Volkswagena Polo Kombi jako „egzemplarz kolekcjonerski”, „wsiadać i jechać”, z „oryginalnym przebiegiem” i rzekomo wzorową historią – auto „od zawsze garażowane”, „18 lat w jednej rodzinie”, „jeździł nim dziadek”, „100% sprawne technicznie”, „nie wymaga żadnego wkładu finansowego”, z ważnym przeglądem i OC. Na tle takich zapewnień decyzja kupującego, aby wpłacić 200 zł zadatku na rezerwację pojazdu, jest zachowaniem logicznym i w pełni mieszczącym się w modelu przeciętnego, rozsądnego konsumenta. Tym bardziej że umawiany samochód miał służyć do pracy interwencyjnej redakcji, a więc był środkiem do wykonywania działalności, a nie zachcianką.
Po wpłacie zadatku zaczynają się jednak schody. Przy organizowaniu odbioru pojazdu wychodzi na jaw, że auto w istocie nie ma normalnie opłaconego OC, co z góry wyklucza przyjazd kupującego „na kołach” do Szczecinka. Zamiast rzeczowo rozwiązać problem, sprzedawca żąda dodatkowych 300 zł za przywiezienie samochodu, a następnie – co jest już szczególnie znamienne – stawia kolejny warunek: zanim w ogóle ruszy z autem, kupujący ma przelać z góry 500 zł „na poczet zakupu”. Tymczasem od początku było uzgodnione, że auto miało być, przed finalizacją zakupu, obejrzane po przywiezieniu do Szczecinka w niezależnym warsztacie samochodowym. Sprzedawca początkowo akceptuje ten warunek, ale gdy tylko pojawia się kwestia dodatkowych pieniędzy i ryzyka, jego podejście się zmienia – oczekuje kolejnych przelewów z góry, zanim klient otrzyma choćby minimum pewności co do stanu auta.
Kupujący, zamiast wchodzić w spiralę dopłat, robi to, co powinien zrobić każdy rozważny nabywca używanego samochodu: inwestuje 108 zł w raport historii pojazdu CarVertical. Wynik jest alarmujący. Historia auta jest udokumentowana tylko do grudnia 2023 r., z przebiegiem 196 105 km, podczas gdy w ofercie pada „oryginalne 190 tys. km”. Od grudnia 2023 r. brak jakichkolwiek wpisów, co rodzi pytania, co działo się z autem później, jaki jest rzeczywisty przebieg i czy pojazd nie przeszedł w tym czasie ingerencji w licznik lub niezaliczonych zdarzeń. Zamiast rzeczowo odpowiedzieć na te wątpliwości, sprzedawca bagatelizuje raport, tłumaczy się 90-letnim właścicielem, który „nie miał siły jeździć”, a jednocześnie twierdzi, że wszystko „się zgadza” i nie ma o czym rozmawiać. W praktyce oznacza to, że nie odnosi się merytorycznie do ujawnionej różnicy ponad 6.000 km i do braku historii po 2023 r., a więc do kwestii absolutnie kluczowych dla nabywcy.
W momencie, kiedy kupujący – mając w ręku raport, świadomość braku aktualnego OC i brak przejrzystej historii auta – decyduje się zrezygnować z zakupu i zażądać zwrotu 200 zł, sprzedawca przechodzi do frontalnego ataku. Odmawia zwrotu środków, stwierdzając, że miał wielu chętnych, że trzymał auto specjalnie dla tego klienta i że ten „nie wywiązał się z umowy”. W SMS-ach pojawiają się sformułowania skrajnie niesymetryczne wobec sytuacji: kupujący jest przedstawiany jako ktoś, kto „szuka frajera”, który za darmo przywiezie mu auto 100 km pod dom, kto „nie odbiera zarezerwowanego auta” i jeszcze „przerzuca odpowiedzialność na sprzedającego”. Kordon argumentów ma przykryć prosty fakt: konsument po ujawnieniu bardzo poważnych wątpliwości co do stanu pojazdu ma pełne prawo odstąpić od umowy, zwłaszcza że auto i tak nie odpowiada temu, co obiecywała oferta.
Na tym tle szczególnie kompromitujące są wulgarne i pogardliwe odzywki sprzedawcy – określenie kupującego jako jednego z „małych Polaczków”, sugestie, że „to powinno być karane”, groźby „procedury sądowej o zniesławienie” i pozwów wobec każdego portalu, który opisze sprawę. Zamiast jakiegokolwiek namysłu nad tym, że jego własne ogłoszenie rozmija się z danymi z raportu i że klient domaga się zwrotu zaledwie 200 zł, sprzedawca wybiera drogę zastraszania: straszy adwokatem, prokuratorem, „ogromnymi kosztami” i „konsekwencjami”, próbując uciszyć stronę, która zachowuje się po prostu ostrożnie i dokumentuje swoje zastrzeżenia.
Przy takiej konfiguracji faktów trudno mówić o jakiejkolwiek równowadze stron. Mamy konsumenta, który wpłaca zadatek, bierze na siebie koszt raportu, próbuje doprowadzić do rzetelnego sprawdzenia pojazdu w warsztacie i po ujawnieniu nieprawidłowości odstępuje od transakcji. Po drugiej stronie jest przedsiębiorca–handlarz, który najpierw kreuje bajkowy obraz „kolekcjonerskiego” auta, potem domaga się kolejnych pieniędzy z góry, nie zapewnia ciągłości OC, nie wyjaśnia rozbieżności w przebiegu, odmawia zwrotu zadatku, a na koniec obraża klienta i grozi mu procesami. To jest model działania, który można trafnie nazwać perfidnym: wykorzystuje niewiedzę i zaufanie kupującego, próbuje budować przewagę finansową i psychologiczną, a gdy ten się broni – sięga po wyzwiska i groźby.
Z prawnego punktu widzenia ciążą nad sprzedawcą co najmniej trzy poważne cienie: niezgodność towaru z opisem (wada rzeczy i podstawa do odstąpienia od umowy), wykorzystanie pozycji względem konsumenta przy umowie zawieranej na odległość (z całkowitym pominięciem jego prawa do odstąpienia w 14 dni) oraz naruszenie dóbr osobistych klienta poprzez obraźliwe i pogardliwe określenia. Razem tworzy to obraz nieuczciwego, agresywnego modelu sprzedaży, w którym prawo i zdrowy rozsądek stoją po stronie kupującego, a nie handlarza, który usiłuje zatrzymać cudze pieniądze i uciszyć krytykę za pomocą krzyku i pseudo-prawniczych gróźb.
Kiedy kupujący podjął ostateczną decyzję o odstąpieniu od zakupu Volkswagena z Łobza, natychmiast wrócił na Otomoto, szukając auta, które realnie spełni potrzeby redakcji. Spośród wielu przeciętnych propozycji wyłoniła się oferta z komisu w Człuchowie, wyglądająca na idealną odpowiedź na te potrzeby. Renault Scénic, świeżo sprowadzony z Niemiec, po wszystkich opłatach, „do zarejestrowania za 180 zł”, z możliwością darmowego transportu auta do 100 km po wcześniejszych oględzinach – brzmiało jak rozsądna i uczciwa propozycja. Sprzedający zapewniał, że pod maską pracuje bardzo dobra, oszczędna i uchodząca za niezawodną jednostka 1.5 dCi 106 KM z manualną, sześciobiegową skrzynią, wnętrze jest „bardzo zadbane”, blacharka „bez otarć, korozji i wgnieceń”, a cały samochód „bardzo zadbany i godny polecenia”. Kluczowym elementem było jednak co innego: rocznik 2010 i stan licznika 238 244 km deklarowany jako „oryginalny 100%”.
Jednym słowem – na papierze samochód idealny, dokładnie taki, jakiego szukała redakcja: przestronny, praktyczny, z rozsądnym, „bezpiecznym” przebiegiem i pełną legendą o serwisach, wymianach oleju, paska PK, skraplacza klimatyzacji, amortyzatorów w ASO DE oraz świeżym serwisie klimatyzacji. Sprzedawca w rozmowie telefonicznej potwierdził, że oferta jest aktualna, auto jest „bezwypadkowe”, ma „deklarowany przebieg” i jest w pełni sprawne. Zadeklarował nawet gotowość przywiezienia pojazdu w ciągu kilku dni pod dom kupującego. W normalnych warunkach większość klientów w tym momencie po prostu przelałaby zadatek i czekała na samochód.
Tym razem jednak, bogatsi o doświadczenia z Polo, zanim zapadła jakakolwiek ostateczna decyzja, postanowiliśmy zrobić to, czego większość nabywców wciąż nie robi – sprawdzić samochód w niezależnej bazie danych CarVertical. Koszt – 108 zł. Wnioski – bezcenne. Z raportu wynikało, że „idealny” Scénic z Człuchowa ma w rzeczywistości 325 222 km przebiegu, a więc blisko 90 tysięcy kilometrów więcej, niż podano w ogłoszeniu. Co więcej, historia auta obejmowała kilka udokumentowanych zdarzeń kolizyjnych, o których sprzedający nie wspominał ani w ogłoszeniu, ani w rozmowie telefonicznej. Tam słyszeliśmy o „zadbanym, godnym polecenia” egzemplarzu z oryginalnym przebiegiem 238 244 km, tutaj — twarde dane: 325 222 km i przeszłość powypadkowa.
Po wydrukowaniu raportu zadzwoniliśmy ponownie do komisu w Człuchowie, żeby skonfrontować sprzedającego z ustaleniami. Reakcja była typowa: najpierw niedowierzanie, potem „to niemożliwe”, zapewnienia, że „nic o tym nie wiedział”, deklaracja, że jeszcze raz „wszystko sprawdzi”. Obietnic i wymówek było dużo, konkretów – zero. W tym czasie ogłoszenie nadal funkcjonowało w obiegu, a potencjalni kolejni klienci mogli dać się nabrać na „oryginalne 238 244 km” i rzekomo bezwypadkową historię. My tymczasem zabezpieczyliśmy całość materiału: ogłoszenia, raport z CarVertical, dane o przebiegu 325 222 km i kolizjach, a także nagrania rozmów telefonicznych ze sprzedającym. I w tym miejscu kończy się etap „dobrej wiary”, a zaczyna etap odpowiedzialności karnej.
W naszej ocenie opisane zachowanie wyczerpuje co najmniej znamiona przestępstwa z art. 306a Kodeksu karnego, który przewiduje odpowiedzialność za ingerowanie we wskazania drogomierza lub zmianę jego stanu – zarówno dla osoby dokonującej takiej ingerencji, jak i tej, która ją zleca. Przepis ten stanowi, że kto zmienia wskazania drogomierza pojazdu mechanicznego albo ingeruje w jego prawidłowe działanie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. W § 2 tego artykułu ustawodawca wprost wskazuje, że taka sama kara grozi temu, kto zleca wykonanie czynności zmieniających stan licznika. Innymi słowy – odpowiedzialności nie uniknie ani ten, kto „cofa licznik”, ani ten, kto płaci za to, żeby samochód wyglądał atrakcyjniej na ogłoszeniu.
Równocześnie oferowanie do sprzedaży auta z cofniętym licznikiem, z zatajonymi szkodami i fikcyjną historią, połączone z zapewnieniem o „oryginalnym 100% przebiegu” i „bezwypadkowości”, nosi cechy klasycznego oszustwa, o którym mowa w art. 286 § 1 k.k. – doprowadzenia innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie jej w błąd co do istotnych okoliczności. Przestępstwo to, zagrożone karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat, nie wymaga, by do transakcji faktycznie doszło – już sama próba sprzedaży pojazdu na tak zmanipulowanych danych, połączona z nakłanianiem klienta do zapłaty, może być traktowana jako usiłowanie oszustwa.
Dlatego w tej sytuacji nie mówimy już o „wątpliwej ofercie” czy „nieścisłości w opisie”, lecz o konkretnym, udokumentowanym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez sprzedającego – zarówno tego, kto fizycznie odpowiada za cofnięcie licznika i zatajanie kolizji, jak i tego, kto w oparciu o te fałszywe dane próbuje sprzedać samochód niczego nieświadomemu klientowi. Z takim materiałem dowodowym jedyną adekwatną reakcją jest zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 306a i art. 286 k.k., tak aby wymiar sprawiedliwości zajął się tym, co na rynku wtórnym samochodów od lat uchodziło wielu handlarzom na sucho.
Historie z Łobza i Człuchowa nie są niestety żadnym wyjątkiem, lecz ilustracją masowego zjawiska, z którym na co dzień mierzą się kupujący używane samochody w Polsce. Za kolorowymi opisami „igieł”, „perełek”, „kolekcjonerskich egzemplarzy” i „100% oryginalnych przebiegów” bardzo często kryją się auta po ciężkich kolizjach, składane z kilku rozbitych egzemplarzy, z wystrzelonymi poduszkami powietrznymi zastąpionymi zaślepkami, z progami i podłużnicami „rzeźbionymi” na sztukę, z chińskimi najtańszymi zamiennikami zamiast elementów układu hamulcowego i zawieszenia. To już nie jest tylko kwestia zaniżonej wartości rynkowej pojazdu czy „naciągniętego” opisu – to realne zagrożenie dla życia i zdrowia osób, które wsiądą do takiego samochodu w przekonaniu, że „wsiadać i jechać”.
Standardowy katalog oszustw handlarzy jest od lat ten sam. Cofanie liczników i fałszowanie historii serwisowej – żeby auto na papierze wyglądało na mniej zmęczone niż w rzeczywistości. Zatajanie szkód całkowitych i poważnych kolizji – zamiast informacji o dzwonie na przód i strzelonych poduszkach czy wygiętej podłużnicy w ogłoszeniu widzimy lakoniczne „bezkolizyjny, lakierowany element dla odświeżenia”. Sprzedawanie samochodów po zalaniu jako „zadbane, pachnące, po praniu tapicerki”, bez słowa o tym, że instalacja elektryczna była pod wodą. Składanie z trzech innych aut jednego „ładnego” egzemplarza, który być może przejdzie przegląd, ale przy pierwszym awaryjnym manewrze pokaże, jak bardzo został osłabiony szkielet nadwozia. Kombinacje z przeglądami technicznymi „załatwianymi na telefon”, przestawianie kół, amortyzatorów czy hamulców tylko na czas badania, a potem znów powrót do stanu „jak było”.
Wspólny mianownik jest zawsze ten sam: maksymalizacja zysku kosztem nieświadomego klienta. Zaniżony przebieg i „bezwypadkowość” służą podbiciu ceny, a przemilczenie realnego stanu technicznego – przerzuceniu całego ryzyka na kupującego. Handlarz inkasuje pieniądze, podpisuje umowę z klauzulą „kupujący zna stan techniczny pojazdu” i znika z pola widzenia. Kiedy po kilku tygodniach albo miesiącach wychodzą na jaw zalane wiązki, skręcona podłużnica, nieodpalające poduszki czy niespójna historia przebiegu, dla sprzedającego sprawa jest już „zamknięta”. To klient zostaje z problemem, często z kredytem na głowie, z samochodem, który nie nadaje się do bezpiecznej jazdy, a w skrajnym przypadku – z pojazdem, który w razie wypadku nie zapewni żadnej ochrony.
Dlatego w tym miejscu trzeba powiedzieć jasno: kupowanie używanego auta z komisu czy od tzw. „handlarza” bez weryfikacji jest dziś działaniem skrajnie naiwnym i obarczonym gigantycznym ryzykiem. Każdy, kto decyduje się na taki zakup, powinien z góry założyć, że część opisu może być zwyczajnie nieprawdziwa, a kluczowe informacje – zatajone. Absolutnym minimum powinno stać się sprawdzenie numeru VIN w niezależnych bazach (CarVertical, AutoDNA, historiapojazdu.gov.pl), wizyta z samochodem w wybranym przez kupującego warsztacie, pomiar grubości lakieru, weryfikacja historii serwisowej, a przy każdej niejasności – zdecydowana odmowa zakupu, choćby auto na zdjęciach wyglądało jak marzenie. Nigdy nie należy przelewać zadatków „w ciemno”, zanim samochód nie zostanie obejrzany i sprawdzony, nigdy nie wolno zgadzać się na narrację w stylu „pierwszy kto przyjedzie kupuje, nie ma innej opcji”, jeśli nie mamy w ręku twardych danych.
Sprawy opisane powyżej pokazują również, że z punktu widzenia prawa fałszowanie przebiegu i świadome zatajenie kolizji to nie „spryt handlowy”, ale pełnoprawne przestępstwa. Art. 306a k.k. penalizuje ingerencję we wskazania drogomierza oraz zlecanie takich czynności, przewidując za to karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Art. 286 § 1 k.k. mówi wprost o oszustwie – doprowadzeniu innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie jej w błąd – i przewiduje za to od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. To są przepisy, które trzeba zacząć stosować realnie, a nie tylko cytować w mediach. Każdy ujawniony przypadek cofniętego licznika, zafałszowanej historii czy sprzedania „składaka” jako auta „bezwypadkowego” powinien kończyć się nie tylko ostrzegawczym artykułem, lecz także formalnym zawiadomieniem do prokuratury.
„Rzeczpospolita Przestępcza” będzie takie przypadki dokumentować i nagłaśniać – z nazwą firmy, miejscowością, treścią ogłoszeń, skanami raportów i cytatami z korespondencji. Ale ostateczna linia obrony i tak jest w rękach kupujących. Jeżeli nabywcy nadal będą wierzyć w „kolekcjonerskie egzemplarze” z cofniętym licznikiem, „bezwypadkowe auta” po trzech dzwonach i „okazje życia” sprzedawane w pośpiechu pod presją czasu, rynek wtórny wciąż będzie eldorado dla nieuczciwych handlarzy. Dlatego ten tekst jest nie tylko opisem dwóch konkretnych prowincjonalnych sprzedawców, lecz przede wszystkim ostrzeżeniem: w świecie używanych samochodów nikomu nie wolno wierzyć na słowo. Dowody, raporty, niezależne warsztaty i twarde dane – to jedyne narzędzia, które realnie chronią przed tym, by nie stać się kolejną ofiarą „okazyjnego” oszustwa na czterech kołach.
Jeżeli ktoś z Państwa kupił wątpliwej jakości pojazd z komisu lub od handlarza, został w oczywisty sposób wprowadzony w błąd co do przebiegu, stanu technicznego, historii wypadkowej albo dziś walczy z „okazją życia”, która okazała się pułapką – prosimy o opisanie swojej historii w komentarzach pod tym artykułem. Interesują nas konkretne przypadki: treść ogłoszenia, kopia umowy, screeny korespondencji, raporty z baz danych (CarVertical, AutoDNA, historiapojazdu.gov.pl), zdjęcia uszkodzeń i wszelkie inne materiały, które pokazują, jak wyglądała „prawda po zakupie”.
Na miarę naszych możliwości będziemy starali się pomagać w pociąganiu handlarzy–oszustów do odpowiedzialności karnej i cywilnej, w przygotowaniu zawiadomień do prokuratury, nagłaśnianiu sprawy oraz dokumentowaniu mechanizmów działania tych, którzy od lat żerują na niewiedzy i zaufaniu kupujących. Nie jesteśmy kancelarią prawną i nie zastąpimy adwokata ani radcy prawnego, ale możemy zrobić to, co należy do niezależnych mediów: opisać, ujawnić, połączyć pojedyncze przypadki w szerszy obraz i dopilnować, by osoby odpowiedzialne za fałszowanie liczników, ukrywanie kolizji i sprzedaż niebezpiecznych wraków nie mogły bezkarnie liczyć na to, że „i tym razem się upiecze”.
Jedno jest pewne: dopóki ofiary milczą, handlarze mają komfort działania. W momencie, kiedy zaczynają mówić głośno, dokumentować i łączyć siły, ten komfort się kończy. Dlatego zachęcamy – nie zamiatajcie swoich historii pod dywan, nie wstydźcie się, że daliście się nabrać. W tym systemie wstydu powinien się wreszcie wstydzić nie kupujący, lecz ten, kto cofa licznik, spawa dwa auta w jedno i z premedytacją wypuszcza na drogę niebezpieczny złom, licząc na łatwy zarobek. Tu jest miejsce, żeby takie osoby i firmy nazwać po imieniu.
Przedsądowe wezwanie do zapłaty
Szczecinek, dnia 5.11.2025r
Rafał Krzyształowski
Szanowny sprzedawco z Łobeza
PRZEDSĄDOWE WEZWANIE DO ZAPŁATY
Działając jako kupujący, wzywam Pana do zapłaty łącznej kwoty 508,00 zł (słownie: pięćset osiem złotych 00/100), na którą składa się kwota 400,00 zł tytułem podwójnego zadatku oraz kwota 108,00 zł tytułem zwrotu poniesionych przeze mnie kosztów sprawdzenia pojazdu w systemie CarVertical („Werdical”), w terminie 7 dni od dnia doręczenia niniejszego pisma, na rachunek bankowy:
tytułem przelewu: „Podwójny zadatek + CarVertical – VW Polo”.
W dniu 29.11.2025 r. dokonałem przelewu środków w kwocie 200,00 zł na Pana rachunek bankowy, zgodnie z przesłaną przez Pana wiadomością SMS, w której wskazał Pan wyraźnie, że jest to „ZADATEK za VW POLO” oraz że samochód będzie oczekiwał na mnie przez 5 dni. Ustalona cena pojazdu wynosiła łącznie 3 000,00 zł (200,00 zł zadatku oraz 2 800,00 zł płatne przy odbiorze pojazdu), a sprzedawany pojazd miał odpowiadać opisowi zawartemu w ogłoszeniu. Po dokonaniu przelewu, działając z należytą starannością, zweryfikowałem historię pojazdu w dostępnej bazie danych – raporcie CarVertical / Werdical), za który uiściłem opłatę w wysokości 108,00 zł. Z ustaleń tych wynika m.in. brak pełnej historii pojazdu po grudniu 2023 r., a także rozbieżności w zakresie wskazanego przebiegu pojazdu (różnica ponad 6.000 km w stosunku do deklaracji zawartych w ogłoszeniu). Ponadto pojawiły się wątpliwości co do aktualności i ciągłości ubezpieczenia OC pojazdu, co bezpośrednio wpływa na możliwość bezpiecznego i legalnego poruszania się pojazdem po drogach publicznych bez narażania się na sankcje. Powyższe okoliczności świadczą o tym, że oferowany pojazd nie odpowiadał w pełni opisowi zawartemu w ogłoszeniu, a zatem był dotknięty wadą w rozumieniu przepisów Kodeksu cywilnego. Jako kupujący miałem prawo odmówić zawarcia ostatecznej umowy i odstąpić od niej przed wydaniem pojazdu, skoro ujawniły się istotne okoliczności podważające rzetelność oferty oraz moje zaufanie do sprzedającego. W tej sytuacji brak realizacji umowy wynika nie z mojej dowolnej rezygnacji, lecz z okoliczności leżących po stronie sprzedającego, który odpowiada za zgodność rzeczy sprzedawanej z treścią oferty. Tym samym brak dojścia transakcji do skutku nie może usprawiedliwiać zatrzymania wpłaconego przeze mnie zadatku. Na podstawie art. 394 § 1 Kodeksu cywilnego, wobec niewykonania umowy z przyczyn leżących po stronie sprzedającego, żądam zapłaty kwoty 400,00 zł stanowiącej równowartość podwójnego zadatku. Dodatkowo, na podstawie przepisów o odpowiedzialności odszkodowawczej, żądam zwrotu poniesionego przeze mnie, pozostającego w normalnym związku przyczynowym z niewykonaniem umowy, kosztu weryfikacji pojazdu w systemie Car Vertical / Werdical w wysokości 108,00 zł. Wzywam zatem Pana do niezwłocznej zapłaty łącznej kwoty 508,00 zł w terminie 7 dni od doręczenia niniejszego pisma. Zastrzegam sobie prawo dochodzenia na drodze sądowej całości przysługujących mi roszczeń wynikających z niewykonania umowy, w tym odsetek ustawowych za opóźnienie oraz kosztów postępowania sądowego. Brak zapłaty w wyznaczonym terminie spowoduje nieuchronne skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego. W pozwie powołam się na pełny, zgromadzony materiał dowodowy, w szczególności: potwierdzenie przelewu zadatku w kwocie 200,00 zł, wydruk ogłoszenia sprzedaży pojazdu, raport z bazy danych Car Vertical / Werdical wraz z potwierdzeniem opłaty 108,00 zł, kompletną korespondencję SMS prowadzoną z Panem, dokumentującą przebieg ustaleń, Pana odmowę zwrotu zadatku oraz kierowane pod moim adresem wypowiedzi, a także zeznania świadków obecnych przy prowadzonych rozmowach i ustaleniach transakcyjnych.
Niezależnie od powyższego wskazuję, że w prowadzonej korespondencji SMS dopuścił się Pan wobec mnie sformułowań w oczywisty sposób obraźliwych, w szczególności określając mnie i innych Polaków mianem „małych Polaczków”. Takie wypowiedzi stanowią naruszenie moich dóbr osobistych w postaci czci i godności, podlegających ochronie na podstawie art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego, a jednocześnie mogą wypełniać znamiona przestępstwa zniewagi z art. 216 Kodeksu karnego. Rozważam również wystąpienie przeciwko Panu z odrębnym powództwem o ochronę dóbr osobistych, jak również z prywatnym aktem oskarżenia, w przypadku dalszego uchylania się przez Pana od polubownego zakończenia sprawy i oficjalnego przeproszenia w formie pisemnej.
Rafał Krzyształowski
Załączniki:
Wydruk potwierdzenia przelewu zadatku w kwocie 200,00 zł.
Wydruk potwierdzenia opłaty za raport z bazy danych Car Vertical w kwocie 108,00 zł.
Wydruk raportu dotyczącego oferowanego samochodu VW Polo Kombi.
CDN.

Historie z Łobza i Człuchowa pokazują w pigułce to, co od lat gnije na polskim rynku aut używanych. Z jednej strony mamy bajkowe ogłoszenia o „kolekcjonerskich egzemplarzach”, „100% oryginalnych przebiegach” i autach „wsiadać i jechać”, z drugiej – brak ciągłości OC, niepełną historię pojazdu, rozbieżności w przebiegu i reakcję handlarza, który na rzeczowe pytania odpowiada agresją, wyzwiskami i groźbami pozwów. Tak wygląda praktyka, gdy legenda ma przykryć twarde dane z raportów CarVertical i innych baz.
W Łobzie kupujący wpłaca 200 zł zadatku za Volkswagena Polo Kombi opisywanego jak motoryzacyjna perełka. Po sprawdzeniu pojazdu okazuje się, że przebieg w ofercie jest niższy niż ten odnotowany w historii auta, a OC budzi poważne wątpliwości. Klient – działając dokładnie tak, jak powinien rozsądny nabywca – rezygnuje z zakupu i żąda zwrotu pieniędzy. W odpowiedzi słyszy, że „zadatek przepada”, jest obrażany jako „mały Polaczek” i straszony pozwami. W Człuchowie scenariusz jest podobny: Renault Scénic z „oryginalnym przebiegiem” i legendą zadbanego auta, a w raporcie – około 90 tysięcy kilometrów więcej i udokumentowane kolizje. To nie są „nieścisłości”, tylko klasyczne wprowadzanie w błąd, które podpada pod art. 306a i art. 286 § 1 k.k.
Kluczowe w tych sprawach jest jednak coś innego: kupujący nie milczą. Dokumentują ogłoszenia, raporty, przelewy, SMS-y, nagrania rozmów i zamiast „machnąć ręką”, kierują przedsądowe wezwania do zapłaty, zapowiadają pozwy i upubliczniają mechanizmy oszustwa. W ten sposób przestają być biernymi ofiarami, a stają się świadkami i sygnalistami, którzy realnie ograniczają komfort działania nieuczciwych handlarzy.
Pozytywny akcent tej historii polega na tym, że każda taka udokumentowana sprawa to nie tylko ostrzeżenie dla innych kupujących, ale także materiał dowodowy dla prokuratury i sądów. Im więcej osób będzie odważnie opisywać swoje przypadki, załączać raporty i korespondencję, tym trudniej będzie sprzedającym ukrywać cofnięte liczniki, składaki po dzwonach i brak OC za marketingowymi sloganami. Wstydzić powinni się nie ci, którzy dali się oszukać i postanowili o tym głośno powiedzieć, lecz ci, którzy z premedytacją manipulują danymi pojazdu i próbują zastraszyć klientów. To dzięki tym, którzy dokumentują i nagłaśniają proceder, rynek wtórny ma jakąkolwiek szansę na oczyszczenie.