Toruń „Brutalny finał polityki migracyjnej. Klaudia – pobita, zgwałcona i poraniona nożem – zmarła po 13 dniach”

Klaudia miała 24 lata. Tamtej nocy, 12 czerwca, około godziny pierwszej wracała z pracy przez park Glazja w Toruniu. W ciszy nocy została zaatakowana przez 19-letniego obywatela Wenezueli, Yomeykerta R.-S. Mężczyzna brutalnie ją zgwałcił, pobił i zadał kilkanaście ciosów nożem w głowę, szyję i klatkę piersiową. Świadek, który usłyszał wołanie o pomoc, wybiegł z mieszkania i spłoszył sprawcę. Policja zatrzymała go kilka ulic dalej. Badanie wykazało, że w jego krwi było 1,2 promila alkoholu. Klaudia trafiła do szpitala w stanie krytycznym. Mimo intensywnej walki lekarzy zmarła w czwartek, 27 czerwca, wieczorem. Informację przekazał rzecznik prokuratury, Andrzej Kukawski; zapowiedziano sekcję zwłok na środę, 2 lipca – aby ustalić związek przyczynowo-skutkowy między obrażeniami a zgonem. Yomeykert R.-S. usłyszał 13 czerwca zarzut usiłowania zabójstwa połączonego z gwałtem. Grozi mu dożywocie. Odmówił składania wyjaśnień, a sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt – z powodu obawy matactwa i ucieczki. W Toruniu wybuchł społeczny gniew. Zorganizowano protest przeciw imigracji z udziałem środowisk narodowych i kibicowskich. Uczestnicy podkreślali, że protest ma bronić kobiet, jednocześnie wyrażając silny sprzeciw wobec migrantów. Pojawiły się informacje o formowaniu nieformalnych patroli obywatelskich. To nie tylko tragedia Klaudii. To pytanie o granice bezpieczeństwa – dosłownie i politycznie. Dlaczego migrant, który od lutego legalnie przebywał w Polsce bez pracy, mógł swobodnie poruszać się po polskim mieście? Kto go wpuścił, sprawdzał, nadzorował? Za wydawanie zezwoleń odpowiada Urząd do Spraw Cudzoziemców. Straż Graniczna pilnuje formalnego przekroczenia granicy. Obu instytucjom i całej polityce migracyjnej patronuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Premier RP. Ale współodpowiedzialność sięga dalej – do europarlamentarzystów, którzy głosowali w Parlamencie Europejskim za przyjęciem tzw. Paktu migracyjnego z kwietnia 2024, w tym mechanizmu przymusowej relokacji migrantów. Wśród głosujących „za” byli polscy politycy: Róża Thun, Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Belka, Leszek Miller, Robert Biedroń i Łukasz Kohut. Choć kilku zagłosowało, a następnie skorygowało głos na „wstrzymanie się”, ich decyzje pozostały w protokołach głosowania jako „za”. Kiedy ginie młoda kobieta w europejskim mieście, a jej oprawca okazuje się legalnie przebywającym migrantem, to politycy odpowiedzialni za stworzenie prawa otwierającego granice również powinni czuć ciężar odpowiedzialności. Nie może być tak, że instytucje i polityczne decyzje odległe od tragedii nie ponoszą konsekwencji. Klaudia mogła być każdą z nas – jej śmierć nie może przejść bez echa.

 

1 Komentarz

  1. Kolejna ofiara „polityki otwartości”. Rządzący sprowadzają obcych bez kontroli, a potem milczą, gdy dochodzi do tragedii. Klaudia nie zginęła tylko od ciosów nożem – zginęła, bo państwo wpuściło nieznanego agresora i nie zrobiło NIC, by chronić swoich. Taka jest cena naiwności elit: śmierć zwykłych ludzi. Ile jeszcze? Ilu trzeba ofiar, by ktoś wreszcie poniósł odpowiedzialność?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*