
W Polsce już od lat mówi się o głębokim kryzysie wymiaru sprawiedliwości. Nie trzeba być prawnikiem, by zauważyć, że wielu Polaków ma wrażenie, iż sądy działają jak odizolowane od rzeczywistości instytucje – ponad prawem, ponad społeczeństwem i z dala od jego potrzeb. Czym innym wytłumaczyć fakt, że Sąd Najwyższy, mający pełnić rolę strażnika praworządności, corocznie wyrzuca do kosza ponad 1800 wniosków kasacyjnych? Ludzie, którzy latami walczą o sprawiedliwość, napotykają mur nie do przebicia – mur tworzony przez procedury, niekompetencję i arogancję urzędniczą. Jak pokazują statystyki z 2016 roku, aż 1862 spośród 2500 skarg kasacyjnych w sprawach cywilnych zostało odrzuconych przez Sąd Najwyższy, co oznacza, że blisko dwie trzecie obywatelskich apelacji nigdy nie doczekało merytorycznego rozpatrzenia. Co to oznacza w praktyce? Przegrany w procesie cywilnym, który czuje się skrzywdzony przez sąd niższej instancji, może równie dobrze uznać, że skarga kasacyjna to jedynie kosztowna formalność bez realnych szans na sukces. To wręcz kpina z idei sprawiedliwości! Kiedy jednak krytykuje się sądy, natychmiast pojawia się obrona sędziowskiej „świętej nietykalności”. Przedstawiciele „nadzwyczajnej kasty” – określenie to wciąż ciśnie się na usta, bo trafnie opisuje ich postawę – kreują siebie na ofiary rzekomych prześladowań. Ale kto jest prawdziwą ofiarą? Czyż nie ci wszyscy, którym brutalnie odebrano nadzieję na sprawiedliwość, pozostawiając ich z ręką w nocniku ? Dla tych ludzi sądy to nie instytucje państwa prawa, lecz symbole pogardy wobec obywatela. Trudno mówić o wymiarze sprawiedliwości, gdy kolejne reformy sądownictwa okazują się jedynie politycznymi grami o władzę. Sędziowie, urzędnicy i prawnicy towarzyszą tej sytuacji od lat, a rozliczeń z własnych błędów i nadużyć nadal brak. Kolejne ekipy rządowe obiecują „gruntowną reformę” – ale zamiast faktycznych zmian widzimy ciągłe przeciąganie liny między rządem a sądownictwem. W tle tego konfliktu zaś pozostaje obywatel – bezsilny wobec instytucji, które miały go chronić. Czy skarga kasacyjna w Polsce jest w ogóle czymś więcej niż iluzją? Przykłady wskazują, że często stanowi ona martwy przepis. Jeśli z góry wiadomo, że większość skarg zostanie odrzucona, to po co w ogóle udawać, że ten środek prawny jest dla obywateli dostępny? Trudno nie zadać pytania: jak to możliwe, że w państwie prawa dochodzi do sytuacji, w której całe grupy społeczne są odcięte od sprawiedliwości? Jeśli państwo nie zacznie rozliczać swoich instytucji, sprawiedliwość stanie się jedynie pustym hasłem na plakatach wyborczych. Tyle lat czekania na reformę, a zaufanie do sądów spada z każdym dniem. Czy rząd wreszcie przestanie się bać „świętych krów” w togach? Czy może obywatele będą zmuszeni brać sprawy we własne ręce, aby wymusić elementarne zmiany? Jedno jest pewne: społeczna zgoda na bezkarność „togowych przestępców” się wyczerpała. Nie da się dłużej ignorować gniewu ludzi, którzy chcą jednego – sprawiedliwości. W przeciwnym razie, czas instytucjonalnej rewolucji stanie się nieunikniony. Ile jeszcze ofiar procedur prawnych musi zapłacić najwyższą cenę, zanim coś się zmieni?
Udostępniaj, komentuj, piętnuj! Winni muszą bać się kary i społecznego osądu! Kliknij

Pasożytują również prokuratorzy przestępcy dostatnio żyjąc na koszt podatnika. A my musimy na nich tyrać. Czas z tym skończyć. https://www.salon24.pl/u/bhb/1429606,1-prokurator-11-razy-w-sn?fbclid=IwY2xjawIocgFleHRuA2FlbQIxMAABHRze53n5ymkkIBbL8YF5xFue_BxrZkj8Nybcp4bErkflJFTbv_XVCy9WUg_aem_B-d77t9HJtMptHrbaUc_tw
Grupa wsparcia