Niezależny portal śledczy
Rzeczpospolita Przestępcza

O mnie

Nazywam się Rafał Krzyształowski. Od wielu lat zajmuję się dziennikarstwem interwencyjnym i dokumentowaniem spraw, w których pojedynczy człowiek staje naprzeciw instytucji dysponującej aparatem urzędowym, prawnikami, procedurami i środkami, jakich zwykły obywatel najczęściej nie posiada. Moja działalność nie zaczęła się od potrzeby komentowania rzeczywistości z bezpiecznej odległości. Zaczęła się od konkretnych ludzi, konkretnych dokumentów i spraw, w których oficjalny obraz państwa nie zawsze odpowiadał temu, czego doświadczali obywatele.

Przez lata do redakcji zaczęły trafiać osoby z coraz dalszych części Polski. Łączyło je jedno: poczucie, że w sporze z urzędem, sądem, prokuraturą, policją, administracją czy inną instytucją publiczną zostały pozostawione same sobie. Często przychodziły z wieloma segregatorami dokumentów, prawomocnymi rozstrzygnięciami, nagraniami, korespondencją i historią kolejnych skarg, które kończyły się kolejnymi formalnymi odpowiedziami. Nie oczekiwały cudów. Chciały przede wszystkim, aby ktoś wreszcie przeczytał ich dokumenty, zestawił fakty i zadał pytania, których wcześniej nikt nie chciał zadać.

To właśnie te sprawy ukształtowały mój sposób pracy.

Nie interesuje mnie dziennikarstwo polegające na przepisaniu komunikatu rzecznika prasowego i uznaniu sprawy za zamkniętą. Sięgam do akt, orzeczeń, postanowień, pism procesowych, dokumentów urzędowych, nagrań i materiałów filmowych. Porównuję stanowiska instytucji z tym, co rzeczywiście znajduje się w dokumentacji. Jeżeli pojawia się sprzeczność, trzeba ją pokazać. Jeżeli istotny materiał został pominięty, trzeba zapytać dlaczego. Jeżeli organ publiczny twierdzi jedno, a jego własne dokumenty wskazują coś innego, zadaniem dziennikarza nie jest odwrócenie wzroku.

Przez ponad dekadę działalności NCI „Barwy Bezprawia” zakres spraw stale się rozszerzał. Początkowo dominowały problemy dotyczące wymiaru sprawiedliwości, prokuratury, policji i administracji. Z czasem jednak coraz wyraźniej było widać, że los obywatela rzadko zależy od jednej instytucji. Jedna sprawa może przechodzić przez urząd, policję, prokuraturę, sąd, samorząd, organ nadzoru, ministerstwo i kolejne instancje. Każdy z tych podmiotów posiada własne kompetencje, własną administrację i własne mechanizmy ochronne. Obywatel natomiast często pozostaje z tym samym problemem, tylko z coraz grubszą teczką.

Z tego doświadczenia wyrosła „Rzeczpospolita Przestępcza”. To rozszerzenie mojej działalności dziennikarskiej na sprawy obejmujące znacznie szerszy obraz funkcjonowania państwa – od najniższego szczebla administracji po instytucje centralne. Nie chodzi już wyłącznie o pojedynczy wyrok, decyzję czy postępowanie. Chodzi o sprawdzanie, jak działają całe mechanizmy i co dzieje się z człowiekiem, gdy jego sprawa przechodzi przez kolejne elementy aparatu państwowego.

Szczególnie interesują mnie sytuacje, w których pojawia się głęboka nierównowaga pomiędzy obywatelem a osobą działającą w strukturach publicznych. Urzędnik, funkcjonariusz czy przedstawiciel zawodu wyposażonego w szczególną pozycję prawną korzysta z zaplecza instytucjonalnego, procedur, ochrony służbowej, wynagrodzenia finansowanego ze środków publicznych i szeregu uprawnień związanych z wykonywaną funkcją. Obywatel bardzo często musi natomiast sam zdobywać dokumenty, pisać odwołania, finansować pomoc prawną, poświęcać miesiące lub lata na dochodzenie swoich racji i jeszcze udowadniać, że jego problem w ogóle zasługuje na zainteresowanie.

Najbardziej niepokoją mnie sprawy, w których mechanizmy mające służyć kontroli zaczynają działać jak instytucjonalny parasol ochronny. Nie używam tego określenia jako automatycznego oskarżenia wobec całego państwa. Chodzi o konkretne sytuacje, w których skarga na działanie funkcjonariusza trafia do organu pozostającego częścią tego samego systemu, kolejne jednostki powielają wcześniejsze stanowiska, odpowiedzialność zostaje rozproszona, a człowiek miesiącami lub latami krąży pomiędzy instytucjami bez rzeczywistego wyjaśnienia problemu. Takie mechanizmy trzeba dokumentować i poddawać publicznej kontroli.

Nie prowadzę działalności po to, aby udowadniać z góry przyjętą tezę. Każda sprawa musi bronić się materiałem źródłowym. Dlatego oddzielam dokument od komentarza, fakt od oceny, zarzut od prawomocnego rozstrzygnięcia oraz relację uczestnika od tego, co można potwierdzić niezależnie. Jeżeli nowe materiały zmieniają obraz sprawy, publikację trzeba uzupełnić lub skorygować. Wiarygodność redakcji nie polega na tym, że nigdy nie popełnia błędu, lecz na tym, że potrafi go wykazać i poprawić.

Mój język bywa mocny. Wynika to z charakteru spraw, które opisuję, a nie z potrzeby tworzenia sensacji. Cięty język redakcyjny musi być adekwatny do stwierdzonych i udokumentowanych faktów. Nie zamierzam nazywać rażącej sprzeczności „drobną nieścisłością” tylko dlatego, że jej autorem jest osoba zajmująca wysokie stanowisko. Równocześnie mocny komentarz nie może zastępować dowodów – najpierw dokument, potem ocena.

Najważniejszym elementem tej działalności pozostają jednak ludzie. Za każdą sygnaturą akt znajduje się czyjeś życie: rodzina, zdrowie, praca, majątek, reputacja albo kilka lat straconych na dochodzenie czegoś, co powinno zostać rzetelnie wyjaśnione na samym początku. Dla instytucji sprawa może być kolejnym numerem w repertorium. Dla człowieka może być najważniejszą sprawą jego życia.

Dlatego działalność dziennikarską traktuję również jako narzędzie kontroli społecznej i interwencji w interesie publicznym. Nie obiecuję nikomu wygranej i nie zastępuję adwokata, sądu czy prokuratora. Mogę natomiast przeczytać dokumenty, pokazać sprzeczności, wystąpić z pytaniami, zażądać informacji, uczestniczyć w postępowaniu jako przedstawiciel prasy i sprawić, że sprawa, którą najłatwiej byłoby zamknąć w urzędowej teczce, stanie się przedmiotem publicznej kontroli.

Dziś nie ograniczam tej działalności do Szczecinka, Koszalina czy Pomorza Zachodniego. Materiały i prośby o interwencję napływają z różnych części Polski, a problemy, które opisujemy, pokazują podobne mechanizmy niezależnie od miejsca: nierównowagę pomiędzy jednostką a aparatem państwowym, rozproszenie odpowiedzialności, formalizm oraz trudności w skutecznym rozliczaniu osób korzystających z silnej pozycji instytucjonalnej.

„Barwy Bezprawia” były początkiem. „Rzeczpospolita Przestępcza” jest rozszerzeniem tej pracy na cały system. Nie interesuje mnie państwo widziane z perspektywy konferencji prasowych. Interesuje mnie państwo widziane oczami człowieka stojącego przed okienkiem urzędu, na komisariacie, w prokuraturze albo na sali sądowej – szczególnie wtedy, gdy naprzeciwko niego znajduje się system dysponujący przewagą, której on sam nigdy nie będzie miał.

Rafał Krzyształowski
redaktor naczelny NCI „Rzeczpospolita Przestępcza”
dziennikarz i autor publikacji interwencyjnych