
W Polsce można miesiącami czekać na wykrycie internetowego oszusta, sprawcy kradzieży, włamania czy człowieka, który wyczyścił komuś konto. Można składać zawiadomienia, pisać pisma, dzwonić, ponaglać i słyszeć, że „trwają czynności”. Ale kiedy państwo uzna, że konkretny komentarz w internecie wymaga zdecydowanej reakcji, nagle okazuje się, że wszystko da się zrobić błyskawicznie. Da się ustalić dane autora, uruchomić policję i prokuraturę, wysłać pod jego mieszkanie wysokich rangą funkcjonariuszy, wrócić następnego ranka o 6:25, przeszukać lokal, zabezpieczyć telefon i jeszcze tego samego dnia postawić zarzuty.
Tak właśnie państwo potraktowało Izabelę Majewską, 66-letnią emerytkę z Torunia, która zamieściła w internecie agresywny komentarz pod adresem Jerzego Owsiaka. Wpis zawierał słowa „giń człeku i to jak najszybciej”. Nie trzeba ich bronić ani udawać, że były rozsądne czy godne pochwały. Czym innym jest jednak ordynarny internetowy wpis, a czym innym przestępstwo, za które uruchamia się aparat państwa. I właśnie tutaj zaczyna się historia pokazująca, jak szybko ten aparat potrafi działać wobec obywatela.
Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości szybko zainteresowało się wpisem. Ustalono dane jego autorki przy wykorzystaniu informacji od Mety, operatora telekomunikacyjnego oraz danych znajdujących się w państwowych rejestrach. W ciągu dwóch dni organy wiedziały już, kim jest kobieta. 14 stycznia 2025 roku sprawa znalazła się w toruńskiej prokuraturze. Tego samego dnia pełnomocnik Jerzego Owsiaka, adwokat Jacek Olejarz, złożył zawiadomienie. Jeszcze wieczorem około godziny 19 pod mieszkaniem Majewskiej pojawili się policjanci. W pierwszej próbie zatrzymania uczestniczyli pierwszy zastępca Komendanta Miejskiego Policji w Toruniu Arkadiusz Górecki oraz naczelnik Wydziału Kryminalnego Cezary Więcławski.
Chodziło o internetowy komentarz emerytki, której tożsamość i miejsce zamieszkania były już znane. Nie zastano jej w domu, więc następnego dnia o godzinie 6:25 rano kryminalni zatrzymali ją w mieszkaniu. Lokal przeszukano, zabezpieczono telefon, który kobieta sama wydała, a jeszcze tego samego dnia przedstawiono jej zarzuty.
To właśnie pokazuje skalę możliwości państwa, gdy dana sprawa zostaje uznana za priorytetową. Zwykły obywatel, który zgłasza oszustwo internetowe, kradzież czy włamanie, często przez długi czas czeka na podobną skuteczność. Problemem nie zawsze okazuje się więc brak możliwości, lecz sposób ustalania priorytetów i gotowość do uruchomienia pełni dostępnych środków.
Wobec Majewskiej zastosowano środki zapobiegawcze. Miała stawiać się na policji, nie mogła opuszczać kraju, otrzymała zakaz zbliżania się do Jerzego Owsiaka oraz zakaz publicznego wypowiadania się o okolicznościach sprawy. Nałożono również poręczenie majątkowe. Kiedy później wystąpiła w Telewizji Republika, policja dokumentowała tę aktywność i zabezpieczała materiały opublikowane w internecie.
Od początku istniało jednak zasadnicze pytanie: czy słowa „giń człeku” były groźbą, że Majewska sama zabije Jerzego Owsiaka, czy stanowiły nawoływanie innych osób do jego zabójstwa, czy też były agresywnym życzeniem śmierci. W prawie karnym te różnice mają fundamentalne znaczenie. Groźba karalna nie jest tym samym co obelga, a nawoływanie do zbrodni nie jest tym samym co internetowy wybuch złości. Dlatego sprawa powinna interesować każdego obywatela niezależnie od jego osobistego stosunku do Owsiaka. Nie chodzi bowiem o sympatię do konkretnej osoby publicznej, lecz o granice państwowej ingerencji.
Pojawił się także kolejny niewygodny element tej historii. Gdy dziennikarze zaczęli pytać policję o udział wysokich rangą funkcjonariuszy w próbie zatrzymania Majewskiej, początkowo otrzymali informację, że funkcjonariusze ci w akcji nie uczestniczyli. Dopiero po przedstawieniu wewnętrznej notatki policyjnej wersja została zmieniona i pojawiły się przeprosiny za wcześniejszą błędną informację. Pokazuje to, jak istotna jest niezależna kontrola dziennikarska nad działaniami organów państwa. Gdyby nie dokument znajdujący się w rękach dziennikarzy, wcześniejsza wersja mogłaby pozostać jedyną publicznie funkcjonującą.
28 stycznia 2026 roku sędzia Marcin Czarciński z Sądu Rejonowego w Toruniu skazał Izabelę Majewską na sześć miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary. Orzeczono również trzyletni zakaz kontaktowania się z Jerzym Owsiakiem i zbliżania się do niego oraz obowiązek zapłaty tysiąca złotych. W pisemnym uzasadnieniu pojawił się między innymi argument dotyczący „poczucia bezkarności”. Trudno przejść obojętnie obok takiego sformułowania w odniesieniu do 67-letniej, wcześniej niekaranej emerytki.
Wyrok nie był jednak prawomocny. Obrona zaskarżyła go w całości i domagała się uniewinnienia. Akta trafiły do Sądu Okręgowego w Toruniu w kwietniu 2026 roku. Wtedy tempo wyraźnie się zmieniło. Wcześniej wystarczyły dni i godziny, aby ustalić autorkę komentarza, pojechać pod jej mieszkanie, zatrzymać ją, przeszukać lokal i postawić zarzuty. Kiedy natomiast przyszła pora na kontrolę wyroku przez sąd drugiej instancji, zaczęto liczyć miesiące.
Izabela Majewska zmarła we wrześniu 2026 roku. Nie doczekała rozpoznania apelacji. Państwo zdążyło ją znaleźć, zatrzymać, zabezpieczyć telefon, zastosować środki zapobiegawcze, oskarżyć, osądzić i nieprawomocnie skazać. Nie zdążyło natomiast odpowiedzieć na jej apelację. Kobieta zmarła jako osoba, wobec której nie zapadł prawomocny wyrok skazujący.
To właśnie jest wymowny obraz wymiaru sprawiedliwości dwóch prędkości. Jedna pojawia się, gdy aparat państwa działa przeciwko obywatelowi, druga, gdy obywatel oczekuje kontroli podjętych wobec niego decyzji. Równie znaczący jest dalszy przebieg karier funkcjonariuszy uczestniczących w pierwszej próbie zatrzymania. Arkadiusz Górecki został później Komendantem Miejskim Policji we Włocławku, a Cezary Więcławski Komendantem Komisariatu Policji w Koronowie. Same te fakty nie przesądzają przyczyn decyzji kadrowych, ale pozostają częścią historii ludzi pełniących konkretne funkcje w aparacie państwa.
Nie potrzeba tajnych narad ani konspiracyjnych struktur, aby powstał system wyjątkowo dotkliwy dla zwykłego człowieka. Wystarczy mechanizm, w którym jedna decyzja prowadzi do następnej, jedna instytucja opiera się na ustaleniach drugiej, a odpowiedzialność rozmywa się pomiędzy urzędami. Policja wykonuje czynności, prokuratura prowadzi postępowanie, sąd wydaje wyrok, a na końcu pozostaje obywatel stojący naprzeciwko machiny dysponującej ludźmi, rejestrami, dostępem do danych, aparatem przymusu, prokuratorami i sądami.
Dlatego od państwa należy wymagać znacznie więcej niż od człowieka piszącego idiotyczny komentarz na Facebooku. Państwo może człowieka zatrzymać, wejść do jego domu, zabezpieczyć jego rzeczy, ograniczyć możliwość przemieszczania się, nakazać stawianie się na komisariacie, postawić przed sądem i doprowadzić do skazania. Tak ogromna przewaga musi oznaczać równie dużą odpowiedzialność, proporcjonalność i samokontrolę.
Jerzy Owsiak ma prawo do bezpieczeństwa, dokładnie tak samo jak każdy obywatel. Jeśli ktoś rzeczywiście grozi mu śmiercią, organy powinny reagować. Pytanie o proporcjonalność tej reakcji nie jest jednak atakiem na Owsiaka, lecz pytaniem o standard państwa prawa. Dziś aparat może użyć pełni swoich możliwości wobec człowieka, którego słów większość społeczeństwa nie akceptuje. Jutro dokładnie ten sam mechanizm może zostać uruchomiony wobec kogoś innego.
Najbardziej niepokojąca lekcja tej historii jest prosta. Państwo nie jest bezsilne ani z natury powolne. Potrafi działać niezwykle szybko, kiedy uzna daną sprawę za priorytetową. Jeśli wobec internetowego komentarza emerytki można było w ciągu kilkudziesięciu godzin uruchomić policję, prokuraturę, dostęp do danych, wysokich rangą funkcjonariuszy, przeszukanie i zatrzymanie, to obywatele mają prawo pytać, dlaczego w tysiącach innych spraw miesiącami słyszą, że nie ma możliwości szybszego działania.
Izabela Majewska odpowiedzi sądu drugiej instancji już nie usłyszała. Nie doczekała chwili, w której miał on ostatecznie ocenić, czy państwo, które o 6:25 rano potrafiło stanąć pod jej drzwiami, prawidłowo zastosowało wobec niej prawo. I dlatego jej historia powinna zostać zapamiętana nie tylko jako opowieść o jednej emerytce i jednym skandalicznym komentarzu, lecz jako ostrzeżenie przed państwem, które w starciu z obywatelem potrafi działać błyskawicznie, a kiedy przychodzi czas na kontrolę własnych decyzji, nagle przestaje się spieszyć.
