Groteska Sądowa Warszawy – Akt III: Jak Beata Najjar i Hubert Zaremba gubią się we własnych papierach

Togowe pasożyty latami drenują budżet państwa. Redakcja NCI Rzeczpospolita Przestępcza żąda od Ministerstwa Sprawiedliwości i Prokuratury Generalnej ujawnienia pełnej skali patologii! Kliknij

Sąd Okręgowy w Warszawie ustanowił nowy, niechlubny wzorzec urzędniczego oporu wobec prawa obywateli do informacji publicznej. Gdy wszystkie inne sądy i prokuratury w Polsce odpowiedziały na pytania redakcji Rzeczpospolita Przestępcza o liczbę zawieszonych sędziów i wysokość wypłacanych im wynagrodzeń, stołeczny sąd – pod przywództwem prezes Beaty Najjar i jej zastępcy Huberta Zaremby – zbudował mur bezprecedensowej obstrukcji i proceduralnych wymówek. Pomimo formalnie poprawnego wniosku dziennikarskiego, zawierającego pełne dane Redaktora Naczelnego, podpis i pieczęć redakcji, Sąd Okręgowy w Warszawie podjął uporczywe działania mające na celu uniemożliwienie wyegzekwowania odpowiedzi. Najpierw wezwano redakcję do „udowodnienia, że jest sobą”, a gdy ta wykazała oczywistą absurdalność żądania, nastąpiła powtórna odmowa rozpoznania wniosku – bez wskazania jakichkolwiek konkretów. W tym czasie najwyraźniej nikt z kierownictwa sądu nie znalazł chwili, by przeczytać wniosek w całości, choć na nicnierobieniu zawodowo znają się tam jak mało kto. W ten sposób, wbrew literze prawa i zdrowemu rozsądkowi, Sąd Okręgowy w Warszawie próbuje zdusić sprawę, która dotyka istoty społecznej odpowiedzialności władzy sądowniczej: pasożytnictwa sędziowskiego polegającego na pobieraniu wynagrodzenia za pracę w okresie zawieszenia w orzekaniu. To mechanizm, który w wielu przypadkach obciąża milionami złotych kieszenie polskich podatników – ludzi ciężko pracujących, by utrzymać nie tylko siebie, ale i nienaruszalną kastę „nietykalnych”, z której część wyjątkowo sprawnie opanowała sztukę otrzymywania publicznych pieniędzy za… nieprzychodzenie do pracy.

Dzisiejsza publikacja, trzecia w tym cyklu śledczym, dokumentuje skandaliczny ciąg działań prezes Beaty Najjar i wiceprezesa Huberta Zaremby, którzy wbrew wszelkim standardom jawności i przyzwoitości, postanowili zablokować elementarne prawo obywatela do wiedzy. Tak rodzi się „Groteska Sądowa Warszawy – Akt III: Jak Beata Najjar i Hubert Zaremba gubią się we własnych papierach”.

Poniżej publikujemy treść trzeciego już, kuriozalnego pisma Wiceprezesa Sądu Okręgowego w Warszawie, SSO Huberta Zaremby, datowanego na 12 maja 2025 roku. Ten dokument przejdzie zapewne do historii jako wzorzec administracyjnego absurdu i urzędniczego lekceważenia obywatelskiego prawa do informacji.

SKAN ODPOWIEDZI SSO HUBERTA ZAREMBY Z DNIA 12.05.2025 R.

W odpowiedzi na nieudolną próbę uniknięcia odpowiedzialności i kolejny pokaz urzędniczego cwaniactwa, redakcja Barwy Bezprawia przygotowała i przekazała do Sądu Okręgowego w Warszawie oficjalne stanowisko. Dokument ten, sporządzony na druku dziennikarskim i przekazany drogą elektroniczną, zawiera ostateczne i bezkompromisowe żądanie respektowania prawa do informacji publicznej, wraz z wyznaczeniem nieprzekraczalnego terminu udzielenia odpowiedzi.

Poniżej prezentujemy skan pisma redakcji Barwy Bezprawia,

SKAN ODPOWIEDZI REDAKCJI BARWY BEZPRAWIA Z DNIA 13.05.2025 R.

Trzeba jasno podkreślić: wniosek redakcji nie był próbą nękania czy wyłudzania danych, ale elementem szeroko zakrojonego śledztwa dziennikarskiego, które objęło już Prokuraturę Krajową i Ministerstwo Sprawiedliwości. W odróżnieniu od tych instytucji, które nie uchylały się przed odpowiedzialnością i podjęły działania zgodne z art. 61 Konstytucji RP, Sąd Okręgowy w Warszawie – pod rządami Beaty Najjar i Huberta Zaremby – wolał zasłynąć groteskowym spektaklem biurokratycznej dezercji.
Pod pretekstem rzekomych „braków formalnych” podjęto kolejną próbę odwleczenia obowiązku odpowiedzi. Cała Polska zna problem pasożytnictwa zawieszonej „kasty”, która od lat drenowała budżet państwa, pobierając wynagrodzenia za nieświadczenie pracy. Skala tego procederu liczona jest w dziesiątkach milionów złotych rocznie, pochodzących wprost z kieszeni polskich podatników.
Sąd Okręgowy w Warszawie zamiast dołożyć cegiełkę do jawności, wolał odgrywać rolę urzędnika chowającego głowę w akta.

To nie jest pierwsze żenujące przedstawienie z udziałem warszawskiego sądu pod wodzą Beaty Najjar i Huberta Zaremby. Wcześniejsze odsłony tej groteski można znaleźć w naszych wcześniejszych publikacjach:

„Biurokratyczna barykada wiceprezesa Huberta Zaremby. Jak Sąd Okręgowy w Warszawie zablokował problematyczne pytania dziennikarza o zawieszonych sędziów i publiczne pieniądze”

„Prezes Beata Najjar i wiceprezes Hubert Zaremba na straży milczenia. Jak władze Sądu Okręgowego w Warszawie blokują pytania o finansowe patologie wśród zawieszonych sędziów”

Redakcja Barwy Bezprawia oraz Rzeczpospolita Przestępcza nie zamierza odpuścić tej sprawy. Jeśli do wyznaczonego terminu sąd nie udzieli odpowiedzi, skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie trafi natychmiast, a cała sprawa nabierze ogólnopolskiego rozgłosu.
W razie potrzeby powiadomione zostaną międzynarodowe organizacje monitorujące standardy państwa prawa oraz zostaną uruchomione wszelkie możliwe środki prawne i medialne.

Bo państwo prawa nie może istnieć tam, gdzie obywatel musi błagać funkcjonariuszy publicznych o wypełnianie ich elementarnych obowiązków.
Czas przywilejów dla „nietykalnych” minął. Teraz jest czas rozliczenia.

CDN.

2 Komentarze

  1. U mnie też niezłe jaja: WSA w Gorzowie wielkopolskim dwa razy bezczelnie skłamał, że „nie dołączyłem odpisu skargi dla strony pozwanej”. Więc jakim cudem pozwany komendant policji wystosował odpowiedź na skargę? Czyli DOSTAŁ odpis, a WSA doszukuje się teraz zmyślonych „braków formalnych”, żeby nie zająć się skargą. Obrzydliwość! Za co więc skasował ode mnie 100 zł? Wysłałem skargę do NSA w Warszawie z opisem tego przekrętu, oraz dołączyłem im 10 sztuk tego odpisu, niech o i go prześlą do WSA. I zobaczymy czy WSA też powie NSA że „brakuje odpisu”. To już są szczyty bezczelności.

  2. W świetle ustawy – Prawo prasowe, dziennikarz uzyskuje szczególne prawa (np. dostęp do informacji, prawo do odmowy ujawnienia źródła), jeśli działa jako przedstawiciel redakcji.

    NSA (wyrok I OSK 1102/15) stwierdził, że urząd może żądać potwierdzenia statusu dziennikarza, ale tylko wtedy, gdy wniosek składany jest na podstawie przepisów dot. dostępu prasy, a nie ogólnych zasad dostępu do informacji publicznej.

    🧠 Analogia: Jeśli obywatel pyta o coś jako obywatel, nie musi być „członkiem stowarzyszenia obywatelskiego”. Ale jeśli chce korzystać z przywilejów dziennikarskich – powinien udowodnić, że ma do nich prawo.

    2. Czy sąd złamał prawo dostępu do informacji publicznej?

    Potencjalnie – tak.

    Jeżeli wniosek był złożony na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej (u.d.i.p.), a nie w trybie prasowym, to tożsamość wnioskodawcy nie ma znaczenia.

    Artykuł 2 ust. 1 u.d.i.p. mówi: „Każdemu przysługuje prawo dostępu do informacji publicznej…”. Obywatel nie musi podawać przyczyny ani udowadniać, że jest dziennikarzem.

    💡 Analogia: Jeśli pytasz urząd o godzinę otwarcia, nie musisz udowadniać, że jesteś mieszkańcem dzielnicy. Informacja jest publiczna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*